RSS
poniedziałek, 26 marca 2007
Over and out.
A nie chce mi się już.
20:45, 85pawel
Link Dodaj komentarz »
sobota, 24 marca 2007
Czas letni.
Czasu pozornie mamy coraz mniej, jesteśmy zabiegani, najczęściej słyszana wymówka to "nie mam czasu". Aż tu przychodzi pewien wiosenny weekend kiedy bezczelnie kradziona nam jest jeszcze jedna godzina z życia i to w majestacie prawa. Teoretycznie oddadzą mi ją jesienią, ale do jesieni to ja nie wiem czy dożyje. Oficjalnie nazywa się to "przejście z czasu zimowego na letni", dla mnie to nic innego jak godzina snu mniej, bo najczęściej odbywa się to kosztem mojego snu. Wynalazek ten wymyślono w Niemczech w roku 1916 w celu efektywniejszego wykorzystania światła słonecznego za dnia, a co za tym szło, oszczędności energii. Może i wtedy było to dobre, ale odkąd powszechnie stosuje sie klimatyzatory, argument oszczędzania energii idzie w diabły. Kolejny to bezpieczeństwo na drogach, im jaśniej tym bezpieczniej. Jest w tym troche racji, jednak zważywszy, że obecnie największe natężenie ruchu odbywa się w godzinach od 7 do 9 rano, oraz od 16 do 18 po południu (kiedy i tak jest na tyle jasno, że widze sąsiednie wioski z okna mieszkania),  myśle że nie warto robić bałaganu w rozkładach jazdy pociągów i lotów samolotów, gdyż jest to kosztowne i wbrew pozorom dosyć skomplikowane. Jak ktoś się ma zabić za kółkiem, to i tak tego dokona. Zresztą Japończycy nie zmieniają czasu i żyją. Chiny też. I Indie. W sumie to tylko Europa, Rosja, Usa, Kanada i pół Australii mają taki kaprys uderzający bezpośrednio w moją osobe. Ale cóż... jestem obywatelem i częścią tego systemu, więc muszę się dostosować. Teoretycznie narusza to moje prawa jako człowieka, ale odbierając pare lat temu dowód osobisty, czy wsześniej paszport: "widziały gały co brały".
22:48, 85pawel
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 20 marca 2007
Dwadzieścia pięć tysięcy.

Taką kwotę odszkodowania zasądził dla pani Tysiąc Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu. Odszkodowanie owe należy się z powodu naruszenia jej praw przez złych lekarzy, którzy nie zgodzili się na aborcję ciąży, która groziła kobiecie ślepotą. O całej sprawie można poczytać tu. Nie na tym jedak zamierzam się skupić, czy aborcja jest dobra w takim przypadku, czy zła. Zainteresował mnie inny wątek tej sprawy. Rozumując logicznie, pani Tysiąc zażyczyła sobie odszkodowania za to, że nie dokonano aborcji, ergo za to, że dziecko przeżyło i urodziło się, ergo pani Tysiąc zażyczyła sobie odszkodowania bo dziecko żyje. Jestem pewien, że pani Tysiąc bardzo kocha swoje dziecko i dlatego jestem conajmniej zdziwiony takim wnioskiem do sądu i wogóle chęcią uzyskania odszkodowania za to, że kobieta "musi" wychowywać i kochać to dziecko. Ciekawe jak to odbierze dziecko, kiedy dorośnie na tyle, żeby zrozumieć o co sie rozchodzi.

Możliwe, że moje rozumowanie jest błędne, ale mi by było chyba przykro na miejscu tego dziecka.

20:36, 85pawel
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 19 marca 2007
Opowieść futurologiczna druga.
Rok 2045. Sala sądowa. Południe, zaraz rozpocznie się mój proces. Wszyscy czekają na sędziego. Na zewnatrz jest zimno, pada deszcz. Sala częściowo się wypełniła zainteresowanymi procesem. W końcu niecodzień ważą się losy kogoś takiego jak ja. Oskarżyciel się niecierpliwi. Chcę to już mieć za sobą. O co jestem oskarżony? Nie wiem. Drzwi się otwierają, Wchodzi sędzia. Pani sędzia. Już jej nie lubie. Wszyscy odruchowo wstali. Usiedli wraz z nią.
sędzia: Sprawa numer 1254 przez 12. Widzę, że obie strony są obecne więc przejdźmy do rzeczy. Czy oskarżony chce coś powiedzieć?
ja: Właściwie to chciałbym zapytać dlaczego się tu znalazłem?
sędzia: Proszę nie kpić z sądu. Panie prokuratorze, prosze przedstawić oskarżonemu zarzuty.
prokurator: Otóż wysoki sądzie. Oskarżony, w czasie od kwietnia 2006 roku, do września 2007 roku pracował w sklepie sąsiadującym bezpośrednio z posesją członka ówczesnej zbrodniczej koalicji rządowej. Współpracował!
ktoś z sali: Ohhh!
sędzia: Zadowolony? No to jak już wiemy wszystko to pozwolą państwo że ogłosze werdykt...
ja: Chwileczkę. Chcę się bronić. Nie współpracowałem!
prokurator: Kłamca! Łgarz!!
sędzia: Spokój na sali ma być. Bo opróżnić wszystkich karze! Zaraz wszystko wyjaśnimy.Czy oskarżony znał w latach 2006 do 2007 niejakiego Zygmunta D., członka partii, której nazwy wymawianie zostało zakazane dekretem Cesarskim z dnia 1 kwietnia 2029 roku?
ja: yyyy... Tak. Chyba...
sędzia: Chyba? Żartuje pan. Z zeznań świadków wynika, że wielokrotnie użyczał pan sklepowego faksu Zygmuntowi D. w celu korespondencji partyjnej!
ktoś z sali: Ohhhh!
sędzia: Cisza!
ja: Jakich świadków?
sędzia: Prosze nie obrażać sądu!
prokurator: I mnie też proszę nie obrażać!
sędzia: Właśnie! Ponadto pomagał pan Zygmuntowi D. wyciągać deski z garażu w celu budowy płotu!
ktoś z sali: O Jezu Chryste!
sędzia: No i doigrał się pan! Skazuje pana na 2 lata odsiadki za wzywanie nadaremno Jezusa Chrystusa Króla Polski. Wyprowadzić skazanego.
ja: Właściwie to on mi pomagał...
sędzia: Ha! Więc przynaje się pan do współpracy z ówczesnym rządem!
ja: Ale ja tylko deski...
sędzia: Dość! Wszystko już jasne. Kończą sie ustawowe 3 minuty na rozpatrzenie sprawy. Uwaga ogłaszam wyrok. Na mocy nadanej mi przez władców III Rzeczpospolitej Obojga Narodów skazuje oskarżonego na 5 lat odsiadki. Decyzja jest ostateczna, bez prawa do odwołania. To by było na tyle. Życzę miłego dnia.
23:10, 85pawel
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 15 marca 2007
Sen Pawła S.

 

Dawno temu chodziłem do szkoły...
Wracając do domu ze szkoły pewnego, przeciętnego dnia minąłem się z zupełnie obcym mi człowiekiem i nie wiem dlaczego, ale nagle zainteresowało mnie kim tem człowiek jest. Widziałem go zaledwie kilkanaście sekund i zacząłem się zastanawiać jakby to było gdybym mógł przeniknąć do jego rozumu lub nawet ciała. Wyobraziłem to sobie i ujrzałem siebie jako tego człowieka. Czułem, że jestem nim, ale nie miałem nad nim władzy. Wiedziałem dokąd idzie i po co, o czym myśli, dlaczego znajduje sie tu a nie gdzieś indziej. Ponadto wiedziałem, że zdawał sobie sprawe z tego, że ktoś aktualnie przenika jego świadomość. Więc nie pozostało mu wtedy nic innego jak zdawać sobie sprawe ze swojego istnienia, bo gdyby akurat nie myślał w tym momencie o swoim istnieniu to z pewnością byłoby mu smutno w przyszłości gdyby się dowiedział, że go przenikam. Pomimo tej świadomości zachowywał sie niezwykle naturalnie. Nawet nie zgasił papierosa, odpowiadając mi myślami, że nie powinno mi to przeszkadzać bo minęliśmy się dawno temu. Szedł dalej, coraz bardziej zniecierpliwiony tym, że ktoś się wtrąca w jego prywatność. Przestał chcieć, żebym wiedział dokąd idzie, więc zaczął kluczyć po mieście bocznymi uliczkami w nadzieji, że mi się znudzi takie przenikanie. Ale nic to nie dało. Zaczął nagle głośno mówić do mnie, co było bez sensu, a efekt tego był tylko taki, że ludzie na ulicy zaczęli się na niego dziwnie patrzeć. Nastepnie biegł przed siebie i szamotał się, chcąc uciec. Pierwszy raz ktoś mnie nazwał szatanem. Gdy i to zawiodło, zaczął tłuc głową w hydrant. Stracił przytomność, a że ja już docierałem do domu, to opuściłem świadomość tego nieszczęśnika.

Jakby to było być kimś innym? Myśle, że tak samo jak jest. Normalnie.

23:18, 85pawel
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 12 marca 2007
Opowieść futurologiczna.
Rok 2055. Budzę się rano jak co dzień. Robie sobie śniadanie. Połykam dzienną dawkę leków na wszelkie schorzenia. Odpoczywam ciesząc się dobrym dosyć, jak na ten wiek, zdrowiem. Postanawiam wyjść na spacer. Jest piękny czerwcowy dzień, słoneczny. Idę przez park, drzewa się zielenią, wokół pełno ludzi, wszyscy są weseli i radośni. Podziwiam piękno przyrody. Idę dalej. Kiedy przechodzę przez ulicę potrąca mnie samochód, leże wykończony, przed oczami mam krawężnik. Czekam na pomoc, bezradny, przerażony, pewnie zaraz umre. Przyjeżdża pogotowie, zabiera mnie do szpitala. W trakcie transportu tracę przytomność. Budzę sie na szpitalnym łóżku. Nademną głowa kręcona przez resztę ciała obcego mi człowieka, chyba lekarz. Mówi do mnie:
- aleś se pan narobił... złamane biodro, wstrząśnienie mózgu, uszkodzony rdzeń kręgowy. Będzie pan inwalidą do końca swojego krótkiego życia, przykro mi. Już nie pospacerujemy po parku, nie poprzeszkadzamy kierowcy w jeździe, wkraczając mu znienacka na drogę; o cholera... nawet się nie odlejemy normalnie. Zaraz przyjdzie notariusz, spiszemy pańską ostatnią wole, bo chyba ma pan jakąś? zresztą i tak już nie pańskie zmartwienie można powiedzieć hehe. nooo... proszę nie robić smutnej miny. o! jest już pan z sądu.
Wchodzi jakiś człowiek, na czarno ubrany, wyciąga z teczki dokument i czyta:
- Na mocy ustawy z 2047 roku o służbie zdrowia, zostaje pan uznany za człowieka niezdolnego do dalszego samodzielnego życia. Ponieważ koszty pańskiego leczenia, rehabilitacji i późniejszej opieki nad panem znacząco nadszarpnęłyby budżet służby zdrowia, grupa biegłych, wyznaczonych przez sąd orzekła, że spełnia pan wszelkie kryteria aby zostać poddanym eutanazji w imię dobra reszty społeczeństwa. Uznano pana tym samym za jednostke niepotrzebna, szkodliwą ogółowi, zatem zbędną. Eutanazja będzie przeprowadzona w obecności notariusza i dwojga lekarzy jezcze dziś po obiedzie.
Zamknął teczke i wyszedł, lekarz zaraz za nim.
Cholerny park! A mogłem iść nad jezioro.

22:28, 85pawel
Link Komentarze (1) »
niedziela, 11 marca 2007
"Pierwszy podmuch wiosny budzi lęk."
Wycieczka rowerowa miała mieć na celu symboliczne wyrwanie mnie ze snu zimowego i przeniesienie w krainę wiosennej szczęśliwości. Swoista uroczystość rozpoczęła sie około godziny 15, czyli w momencie, gdy słońce dumnie kroczące po nieboskłonie przez cały dzień, nagle postanowiło schować się za chmury, bez zamiaru ponownego ukazania się. Sama jazda rowerem nie sprawia radości. Coś musi sie dziać. Dojechałem do skrzyżowania, czyli wyboru. Jadąc prosto dotarłbym w znajome mi już okolice. Natomiast po lewej czekało nieznane, nieodkryte. Pojechałem w lewo więc, minąłem troje ludzi i psa. Przedemną była już tylko droga pod góre. Z niemałym wysiłkiem wjechałem na szczyt. Tam, ku mojemu zdumieniu zastałem koniec drogi, szczere pole, słupy wysokiego napięcia je przecinające, zabudowania w oddali. Pomyślałem że to koniec, z wiosny nici, cała wyprawa na marne bo trzeba wracać do punktu wyjścia. Postałem jeszcze parę minut i postanowiłem wracać. Załamany, zniszczny, zmęczony, zdruzgotany, zniechęcony, zdołowany, zdeptany jadąc rozmyślałem co zrobić z resztą tego, już straconego dnia. I tak jadąc zobaczyłem światełko w tunelu, a raczej światła stopu. Samochód jadący przedemną zatrzymał się i po chwili namysłu skręcił w prawo. Było to dziwne, zważywszy, że był to środek lasu. Zatrzymałem się w miejscu, w którym zjechał z drogi. Okazało się, że w lesie stoi kapliczka, samochód zatrzymał się przed nią. Czekałem aż ktoś wysiądzie, ale nic takiego się nie działo. Gapiłem się bezczelnie dość długo czekając na "coś", nie wiedząc czy wogóle coś się wydarzy, nie wiedząc czy ktoś z samochodu mnie widzi, albo co robi w środku. Za chwilę okazało się, że moja obecność została zauważona. Z samochodu, od strony pasażera, ukazała sie ręka wyprostowana z prawie zaciśniętą pięścią. Prawie, ponieważ jeden z palców był wyprostowany, a dokładnie środkowy. Za chwilę otworzyły się drzwi od strony kierowcy. Wychyliła się kobieta i powiedziała dość głośno, chyba do mnie: "skończyłam już", zupełnie jakby chciała powiedzieć "możesz już spieprzać". Drzwi się zamkneły, ja odjechałem.
Wracając do domu widziałem jeszcze samolot.

Wiosna jednak nadeszła, tyko musiałem się po prostu cofnąc i zatrzymać na chwilę, żeby ją dostrzec. Co prawda dziwnie zostało mi to uświadomione, ale jednak. Cieszę się.
21:00, 85pawel
Link Dodaj komentarz »
Śmierć i dziewczyna.

Widziałem dziś kobietę, okrutnie doświadczoną przez los. Kobieta ta żyła w państwie totalitarnym, a ponieważ utrzymywała kontakt z przywódcami opozycji to została aresztowana. Aby się dowiedzieć gdzie przebywają wrogowie systemu torturowano ją, bito, przypalano, poddawano elektrowstrząsom, gwałcono... i nic. Nie zwyciężyli jej. Po jakims czasie zwolniono ja z więzienia. Minęło wiele lat, reżim upadł, wprowadzono demokrację, kobieta wyszła za mąż. Niezwykły zbieg okoliczności sprawił, że do domu kobiety zawitał jej były oprawca. Nieświadomy gdzie trafił, został rozpoznany przez kobietę. Na początku chciała czystej zemsty, żeby cierpiał tak jak ona kiedyś. Zaczęło się przesłuchanie. Kat początkowo sie opierał, jednak terror psychiczny oraz śmiałe metody przesłuchań dały efekt. W końcu, po wielu godzinach wspominania całego mechanizmu tortur, rozdrapywania ran, przeżywania tego na nowo oprawca przyznał sie do winy. Czuł, że i tak umrze, więc powiedział wszystko, bez żalu, współczucia, bez zbednych emocji. Kobieta go nie zabiła, nic mu nie zrobiła. Po prostu usłyszała prawde i odeszła... bo o to jej chodziło. Zrozumiała, że zemsta nie ma sensu. Liczy sie tylko prawda.

"Największą karą będzie dla niego, kiedy syn go zapyta: tato, czy to prawda, czy robiłeś te straszne rzeczy?"

Czasem bywa jednak tak, że niektórzy lustrację i zemstę uznają za jedno i to samo.

 

 

00:30, 85pawel
Link Dodaj komentarz »
piątek, 09 marca 2007
Pierwszy kontakt.
Zapełnianie przestrzeni wirtualnej, nieprawdziwej, sztucznej, internetowej, właśnie przeze mnie rozpoczęte mogę uzasadnić tylko chęcią ukazania przed szanownym odbiorcą kłębiących się pod moją czaszką myśli. Nie wiem na jak długo ta chęć bedzie trwała; i czy treść interesująca będzie zarówno dla odbiorcy jak i dla nadawcy. Czy to chwilowa zachcianka, kaprys, jakich wiele, czy też może coś co stanie się elementem mojego codziennego życia? Czas pokaże.
23:09, 85pawel
Link Dodaj komentarz »
Archiwum