Sen Pawła S.
Dawno temu chodziłem do szkoły...
Wracając do domu ze szkoły pewnego, przeciętnego dnia minąłem się z zupełnie obcym mi człowiekiem i nie wiem dlaczego, ale nagle zainteresowało mnie kim tem człowiek jest. Widziałem go zaledwie kilkanaście sekund i zacząłem się zastanawiać jakby to było gdybym mógł przeniknąć do jego rozumu lub nawet ciała. Wyobraziłem to sobie i ujrzałem siebie jako tego człowieka. Czułem, że jestem nim, ale nie miałem nad nim władzy. Wiedziałem dokąd idzie i po co, o czym myśli, dlaczego znajduje sie tu a nie gdzieś indziej. Ponadto wiedziałem, że zdawał sobie sprawe z tego, że ktoś aktualnie przenika jego świadomość. Więc nie pozostało mu wtedy nic innego jak zdawać sobie sprawe ze swojego istnienia, bo gdyby akurat nie myślał w tym momencie o swoim istnieniu to z pewnością byłoby mu smutno w przyszłości gdyby się dowiedział, że go przenikam. Pomimo tej świadomości zachowywał sie niezwykle naturalnie. Nawet nie zgasił papierosa, odpowiadając mi myślami, że nie powinno mi to przeszkadzać bo minęliśmy się dawno temu. Szedł dalej, coraz bardziej zniecierpliwiony tym, że ktoś się wtrąca w jego prywatność. Przestał chcieć, żebym wiedział dokąd idzie, więc zaczął kluczyć po mieście bocznymi uliczkami w nadzieji, że mi się znudzi takie przenikanie. Ale nic to nie dało. Zaczął nagle głośno mówić do mnie, co było bez sensu, a efekt tego był tylko taki, że ludzie na ulicy zaczęli się na niego dziwnie patrzeć. Nastepnie biegł przed siebie i szamotał się, chcąc uciec. Pierwszy raz ktoś mnie nazwał szatanem. Gdy i to zawiodło, zaczął tłuc głową w hydrant. Stracił przytomność, a że ja już docierałem do domu, to opuściłem świadomość tego nieszczęśnika.
Jakby to było być kimś innym? Myśle, że tak samo jak jest. Normalnie.