Blog > Komentarze do wpisu
"Pierwszy podmuch wiosny budzi lęk."
Wycieczka rowerowa miała mieć na celu symboliczne wyrwanie mnie ze snu zimowego i przeniesienie w krainę wiosennej szczęśliwości. Swoista uroczystość rozpoczęła sie około godziny 15, czyli w momencie, gdy słońce dumnie kroczące po nieboskłonie przez cały dzień, nagle postanowiło schować się za chmury, bez zamiaru ponownego ukazania się. Sama jazda rowerem nie sprawia radości. Coś musi sie dziać. Dojechałem do skrzyżowania, czyli wyboru. Jadąc prosto dotarłbym w znajome mi już okolice. Natomiast po lewej czekało nieznane, nieodkryte. Pojechałem w lewo więc, minąłem troje ludzi i psa. Przedemną była już tylko droga pod góre. Z niemałym wysiłkiem wjechałem na szczyt. Tam, ku mojemu zdumieniu zastałem koniec drogi, szczere pole, słupy wysokiego napięcia je przecinające, zabudowania w oddali. Pomyślałem że to koniec, z wiosny nici, cała wyprawa na marne bo trzeba wracać do punktu wyjścia. Postałem jeszcze parę minut i postanowiłem wracać. Załamany, zniszczny, zmęczony, zdruzgotany, zniechęcony, zdołowany, zdeptany jadąc rozmyślałem co zrobić z resztą tego, już straconego dnia. I tak jadąc zobaczyłem światełko w tunelu, a raczej światła stopu. Samochód jadący przedemną zatrzymał się i po chwili namysłu skręcił w prawo. Było to dziwne, zważywszy, że był to środek lasu. Zatrzymałem się w miejscu, w którym zjechał z drogi. Okazało się, że w lesie stoi kapliczka, samochód zatrzymał się przed nią. Czekałem aż ktoś wysiądzie, ale nic takiego się nie działo. Gapiłem się bezczelnie dość długo czekając na "coś", nie wiedząc czy wogóle coś się wydarzy, nie wiedząc czy ktoś z samochodu mnie widzi, albo co robi w środku. Za chwilę okazało się, że moja obecność została zauważona. Z samochodu, od strony pasażera, ukazała sie ręka wyprostowana z prawie zaciśniętą pięścią. Prawie, ponieważ jeden z palców był wyprostowany, a dokładnie środkowy. Za chwilę otworzyły się drzwi od strony kierowcy. Wychyliła się kobieta i powiedziała dość głośno, chyba do mnie: "skończyłam już", zupełnie jakby chciała powiedzieć "możesz już spieprzać". Drzwi się zamkneły, ja odjechałem.
Wracając do domu widziałem jeszcze samolot.

Wiosna jednak nadeszła, tyko musiałem się po prostu cofnąc i zatrzymać na chwilę, żeby ją dostrzec. Co prawda dziwnie zostało mi to uświadomione, ale jednak. Cieszę się.
niedziela, 11 marca 2007, 85pawel